Szukaj na tym blogu

sobota, 11 czerwca 2016

Jak pogodzić się ze śmiercią zwierzaka

Każdy posiadacz zwierzaka prędzej czy później przeżywa chwilę, gdy jego pupil odchodzi, za tęczowy most. Czasem tracimy je nagle, czasem odchodzą przez chorobę czy starość. Każde takie odejście jest bardzo trudne, szczególnie jeśli sami musimy podjęć decyzję o eutanazji kochanego psa czy kota.

Dzisiejszy post będzie smutny, gdyż taki smutek mam w sercu. Kolejny raz pożegnałam ukochane zwierzę.
Przez moje ponad czterdziestoletnie życie przewinęło się dużo kotów, i kilka psów, świnki morskie, szczurek, papugi... Każdą śmierć bardzo przeżyłam. Tym razem jest trudniej, bo decyzję o tym, czy mój kot ma żyć, czy nie musiałam podjąć sama. Wczoraj (jakaś data?) o 17:15 mój czarny Świruś został uśpiony. Po ponad sześciomiesięcznej walce z chorobą, skróciłam jego cierpienia. Lekarze nie potrafiło mu pomóc, a ostatnie wyniki badań nie rokowały dobrze. USG wykonane przez specjalistę wykazało bardzo duże zwapnienia na dnie pęcherza moczowego, blisko ujścia cewki moczowej. Pogrubienie ścianek pęcherza, co spowodowało, że przestał się prawidłowo rozciągać. Rokowania lekarza potwierdziły się. Kocur ponownie przestał sikać, nie udało się go zacewnikować, a kolejne USG wykazało znaczne powiększenie się obszaru zwapnienia. Prawdopodobnie ujście cewki moczowej zostało zablokowane od środka. Mimo dwudniowych prób „odetkania kota” nie udało się udrożnić cewki. Świruś słabł w oczach i widać było, że cierpi. Po konsultacji z lekarzem podjęłam najtrudniejszą decyzję
Najtrudniej jest pogodzić się ze śmiercią kota czy psa, którego wychowaliśmy od
Większość weterynarzy bezceremonialnie informuje nas o konieczności uśpienia. Ta beznamiętna propozycja nie wynika z ich obojętności, a z wiedzy i doświadczenia, że to często tylko niepotrzebne przedłużanie cierpień zarówno pupila jak i opiekuna. Ponadto, kierując się wyrzutami sumienia, litością, fałszywą nadzieją, zazwyczaj sami nie potrafimy podjąć tej decyzji.
I co dalej...?

Jestem w domu, jestem w sklepie, i ciągle rozglądając się za moim pupilem. Czekam aż przyjdzie i wskoczy na ladę, albo będzie miauczał, aby go wziąć na kolana. Dziś odruchowo umyłam dwie miseczki i odstawiłam na miejsce. Wandzia (moja kocica) chodzi po domu i go szuka, nawołuje. Jak jej wytłumaczyć, że go nie ma? Po domu nadal porozrzucane są jego ulubione zabawki. Jest mi bardzo ciężko, ale życie toczy się dalej i wiem, że za jakiś czas ból minie. Muszę sobie z nim poradzić. Jak to zrobić?
Jak pogodzić się ze śmiercią kota?
Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest niedopuszczenie do poczucia winy. Wiem, że zrobiłam wszystkie decyzje, które podjęłam, były czynione z myślą o moim zwierzaku.
Ból po stracie przyjaciela przybiera różne formy, ale zazwyczaj można wyróżnić kilka etapów.
1. Szok. Gdy jest po wszystkim, nie wierzymy w to, co się stało; myślimy, że może można jeszcze wszystko cofnąć. Głaskałam jego martwy łepek i nie wierzyłam, że serce już przestało bić. Kazałam lekarce sprawdzić jeszcze raz, szukając zaprzeczenia, to nie koniec, on żyje tylko śpi.
2. Złość. Często na siebie, że zgodziliśmy się na eutanazję, na innych, byłam wściekła na lekarki, że zasugerowały uśpienie.
3. Gdy ten etap minie przychodzi czas na:
wyciszenie, odizolowanie się. Chcemy być wtedy sami i powoli dociera do nas to, co się stało i to, że życie toczy się dalej.
5. Wyparcie i słowa „nigdy więcej kota!”
Kiedyś za każdym razem gdy traciłam kota robiłam sobie przerwę i długo nie brałam nowego zwierzaka i powiem Wam, że w moim odczuciu to był błąd. Brakowało mi kociego towarzystwa, a ból po stracie był jeszcze bardziej dotkliwy. Teraz staram się przechodzić szybko do kolejnej fazy
6. Akceptacji. Pogodzeniu się z tym, co się stało, decydując się o i zapełnieniu pustki kolejnym mruczącym przyjacielem.

Niektórzy mogą pomyśleć, że to bezduszne, stracić wyjątkowe zwierzę i od razu szukać zastępstwa, nowego towarzysza zabaw. Też tak kiedyś myślałam, jednak z doświadczenia już wiem, że nowe zwierze jest doskonałym lekarstwem na ból. Pozwala odwrócić myśli od tego, co smutne, zminimalizować ataki rozpaczy, które długo nam towarzyszą po śmierci przyjaciela.
Niestety tak to już jest, że najczęściej otoczenie nie rozumie naszego bólu (przecież to był tylko kot, pies) dobrze jest pogadać z innym kociarzem, miłośnikiem zwierząt. Opowieści o tym, co się stało oswajają rozpacz

Niestety nie mamy wielkiego wpływu na to, jak długie będzie życie i zdrowie naszego zwierzaka, ale możemy mu stworzyć szczęśliwy i kochający dom na ten czas, który z nami spędzi.

Prześlij komentarz