Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dlaczego kot męczy mysz przed zjedzeniem

Dlaczego kot męczy mysz przed zjedzeniem i inne mało znane ciekawostki o kotach.

Pewnie nie raz widzieliście i zastanawialiście się dlaczego kot jak złapie mysz czy ptaka to zanim go zje, meczy go aż zdobycz padnie z wysiłku. Z jeden strony jest to instynktowne zachowanie bo kot nadal ma przyjemność z ponownego polowania na gryzonia ale jest też inna przyczyna, dużo ważniejsza. Podczas wysiłku w mięśniach organizmu wydziela się kwas mlekowy. Męczona zdobyć stara się ocalić życie za wszelką cenę i w jej mięśniach pod wpływem wysiłku wytwarza się dużo kwasu mlekowego. Kwas mlekowy ułatwia trawienie mięsa i wspomaga naturalną florę bakteryjną przewodu pokarmowego kota. Tak naprawdę kot nie jest umyślnym sadystą tylko przygotowuje swój posiłek aby był bardziej pożywny.
Ciekawostką jest też to iż koty często bardzo lubią oliwki w zalewie. Zalewa jest robiona z kwasu mlekowego i to może być przyczyną tego iż kotom smakują.

Kolejną ciekawostką jest to iż nawet jak mysz czy ptak uratuje się z kocich pazurów lub my go uratujemy to i tak najczęściej jest skazany na śmierć. Powodem tego jest bakteria, która występuję w ślinie większości kotów. Ta bakteria to Pasteurella, wywołującą chorobę pasterelozę. Jeśli zwierze nie dostanie natychmiast leku po 48 godzinach pada martwe. Niektórzy myślą, że odbierając kotu mysz lub ptaka i wypuszczając ratują mu życie ale niestety zwierze i tak jest skazane na śmierć tylko, że wolniejszą.

Dlaczego rana po ugryzieniu kota długo się goi. 

Dla człowieka ugryzienie kota także może skończyć się antybiotykoterapią. Bakteria dostaje się do organizmu i wywołuje stan zapalny. Kolejna kocia bakteria to Bartonella wywołująca chorobę "Kociego pazura" Bakteria ta znajduje się w odchodach pcheł, które dostają się pod pazury kota gdy on się drapię. Z pazurów przenosi się do rany po udrapaniu. Często organizm sam poradzi sobie z zarażeniem ale jeśli jest osłabiony infekcja może zakończyć się leczeniem.

A wiecie, że:
Koci nos jest odpowiednikiem ludzkich linii papilarnych. 
Każdy koci nos jest inny. Koci nos to wzór niepowtarzalnych linii.
Dlaczego kot męczy myszy


Kot nie czuje słodkiego smaku.
Jeśli myślicie, że danie kotu słodkiego ciastka sprawi mu przyjemność to nic mylnego. Koty nie rozpoznają słodkiego smaku. Dla kota przyjemnym smakiem jest smak kwaśny. 

Kocur nie kastrowany wędruje w poszukiwaniu zdobyczy i kocicy w rui przez kilka kilometrów. Kot kastrowany trzyma się w odległości kilometra od domu. Dla kota po kastracji ważniejsze jest pilnowanie pełnej miski niż podboje miłosne i walki o własny teren łowiecki. 

Koty nie widzą w całkowitej ciemności. Mitem jest to iż kot widzi w ciemności. Kot musi mieć źródło światła aby widzieć. Jeśli pomieszczenie jest pogrążone w ciemności kot nie widzi nic. Może się jednak swobodnie poruszać w ciemności bo ułatwiają mu to wibrysy czyli kocie wąsy, brwi i małe włoski rosnące od spodu łapek.

Kolorem, który kot widzi najlepiej jest szary, nie rozpoznaje koloru czerwonego. 
 
Kotu do życia i prawidłowego rozwoju niezbędna jest witamina D podobnie jak u człowieka bardzo pomocne w jej wytworzeniu jest słonce. Koty wygrzewają się na nim i wtedy dochodzi do syntezy witaminy D w organiźmie. Jeśli jednak kot nie ma dostępu do słońca lub jest zimowa pora roku powinien dostawać dodatkowo witaminę D w suplemencie. Źródło witaminy D to tran a także olej z dzikiego łososia np. firmy Gryzzli.

I na koniec ostatnia ciekawostka. Koty jedząc poruszają szczęką w górę i w dół. Nie żują. Często połykają pokarm w całości. Kot mysz zaczyna zjadać od głowy i kęs po kęsie pochłania ją w całości, gryząc kości. Gdy matka przyniesie zdobycz maluchy także zaczynają jeść mysz od głowy bo mózg jest najbardziej cennym pokarmem. Bardzo często po zjedzonej myszy zostaje tylko żołądek bo jest to najmniej ważna część posiłku. Dorosły kot żyjący na wolności zjada ok 10 myszy dziennie.
 

niedziela, 7 sierpnia 2016

Fopki

Fopki czyli podsumowanie trzech tygodni przebywania małych kociaków u mnie. Kuwetkowanie, problemy z rozwolnieniem, dokocenie czyli integracja maluchów z kotką rezydentką i zdjęcia kociaków, dużo zdjęć.

Zacznę jednak od początku moją opowieść. Ten kto śledzi mojego bloga wie, że jakiś czas temu pożegnałam mojego Świrusia, który przegrał z chorobą. Post o tym jak pogodzić się ze śmiercią ukochanego zwierzaka znajdziecie pod tym linkiem http://blog.kocimietka.pl/2016/06/jak-pogodzic-sie-ze-smiercia-zwierzaka.html. Moja kocica, która zawsze miała towarzystwo została sama więc postanowiłam się rozejrzeć za kolejnym kotem. Na początku chciałam spełnić moje marzenie o kocie rasowym. Odwiedziłam hodowlę kotów Rosyjski Niebieski ale niestety z kotkiem, który był do sprzedania nie poczułam więzi. Wiem, że to brzmi dziwnie, zobaczyć kota i w 5 minut poczuć do niego więź ale kot musi mieć to coś, nie wiem co...
Kociaki
Dzień po mojej wizycie u kociaków zadzwoniła do mnie znajoma z Fundacji FOP Wrocław z informacją, że mają mnóstwo kociaków do adopcji i abym ich odwiedziła to może u nich jakiegoś wybiorę. Jeszcze tego samego dnia pojechałam oglądać maluchy. To było to. Małe puchate kocie biedy. Kolejne kotki sierotki postanowiłam przygarnąć pod swój dach. Z synem wybraliśmy parkę maluszków bo doszłam do wniosku, że dwa kociaki to lepsze rozwiązanie niż jeden maluch dla mojej ponad trzy letniej kotki rezydentki Wandzi. Kociaki miały 3 tygodnie więc musiałam poczekać aby je zabrać do domu.

Po miesiącu uzbrojona w nowy transporter i torbę darów w postaci karmy dla Fundacji pojechałam po kotki. Tak, wiem, że kociaki powinny zostać jeszcze przy matce ale DT fundacji pękają w szwach i zabierając je zrobiłam miejsce na kolejne maluszki wyciągnięte z ciemnej piwnicy czy uratowane przed utopieniem. Maluszki szybko zaaklimatyzowały się w nowym domu. Do swojej dyspozycji dostały cały pokój. Ale niestety nie wszystko było tak kolorowe jak się wydaje. Maluchy razem czuły się raźniej ale jednak rozłąka z rodzeństwem i matką odbiła się na
Fopki, kociaki
ich zachowaniu. Mimo tego samego żwirku, kociaki zaczęły sikać po za kuwetą. Po dwóch dniach zaczął się także problem z luźną kupą. Pokój syna, który stał się ich pokojem przekształcił się w kocią kuwetę. Maluchy sikały gdzie popadło, podłoga, tapczan, drapak. Myślę, że przyczyną problemów z kuwetkowaniem był stres i biegunka. Kotkom kuweta zaczęła się kojarzyć z bólem. Udało mi się wyprowadzić kocurka i on już od jakiegoś czasu robi ładne twarde kupki, zaczął też ładnie korzystać z kuwetki. Z kociczką musiałam pojechać do weterynarza bo nic nie pomagało. Obecnie nadal dostaje leki ale widać poprawę. Ona niestety nadal sika po za kuwetą. dlatego postanowiłam drastycznie zmienić żwirek aby zatrzeć złe wspomnienia u małej. Do kuwetki zamiast żwirku kukurydzianego GreenCat wsypałam bentonitowy Benek Compakt. Udało się, zaczęła chodzić do kuwetki i już mniej sika po za. Po kilku dniach pobytu w moim domu zaczęłam także integrację maluchów z kocicą. Wskazówki jak przeprowadzić dokocenie z sukcesem znajdziecie w tym poście. http://blog.kocimietka.pl/2014/10/dokocenie.html Przeprowadziłam już kilka takich integracji. Często spotykam się z pytaniem ile trwa zanim koty się polubią, zaakceptują. Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na nie. Każdy kot jest inny i należy do każdego podejść indywidualnie.
Gdy zapoznawałam Wandzię ze Świrkiem po około dwóch tygodniach siadały obok siebie. Obecnie minęły już trzy tygodnie a Wandzia nadal nie do końca zaakceptowała maluchy. Pozwala im już siedzieć blisko na parapecie czy też w łóżku ale każdy kontakt oczy w oczy kończy się syczeniem, warczeniem i jej atakiem. Z każdym dniem jest coraz lepiej bo już kilka razy koty zjadły posiłek obok siebie ale są dni, że ona nie podejdzie nawet do miski w ich obecności i muszę dawać jej jeść w innym pomieszczeniu. Na początku wypuszczałam maluchy pod nadzorem na kilka minut, potem na godzinkę.
tak koty jadły 4 dni temu
Pozwalałam Wandzi wchodzić do ich pokoju i obwąchiwać wszystko. Muszę uważać na małą bo chwila nie uwagi i mam zasikaną pościel, buty lub kanapę :) Teraz maluchy biegają prawie cały dzień po domu. Pilnuję je i co jakiś czas zanoszę do kuwetki. Po domu mam rozstawione 4 kuwety. Mała chodzi jednak tylko do tej ze żwirkiem bentonitowym. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni bo nie jestem zwolennikiem bentonitu. Na noc maluchy nadal śpią w swoim pokoju. Mam nadzieję, że gdy definitywnie zażegnam problem z


Dokocenie
a tak wczoraj
luźną kupką u małej problem z sikaniem też się skończy. Kotki są radosne i bardzo żywiołowe. Jeśli ktoś myśli o adopcji takich maluszków to w Fundacji znajdziecie ich całe mnóstwo. A co z integracją z człowiekiem zapytacie. Na początku kociaki były lekko wycofane. Troszkę bały się dotyku i stojącej postaci. Teraz same pchają się na kolana, mruczą przy każdym dotyku. Fopek zaczyna wspinać się na mnie i robi baranki w czoło co jest oznaką uczucia u kota. Fopcia jest mniej ufna ale gdy przestanie dostawać zastrzyki szybko nadrobi zaległości. 
Podsumowując ostanie trzy tygodnie powiem Wam, że nie jest łatwo. Biorąc kotki pod swój dach trzeba liczyć się z różnymi konsekwencjami. Zasikane miejsca, problemy ze zdrowiem, problemy z opieką. Są wakacje i obecnie pisząc tego posta siedzę w domu na kanapie (maluchy śpią obok)
 a mój mąż z synem są na urlopie w Chorwacji. Nie chciałam maluchów zostawiać pod opieką obcych i wolałam zostać i sama się nimi zajmować. Podejmując się opieki nad jakimkolwiek zwierzęciem trzeba być odpowiedzialnym i świadomym.
Nie zanudzam Was już opowieściami. Pokażę Wam kilka zdjęć maluchów poniżej.

Drapak dla kota

Kot bawi się myszką

Kociaki małe

Kociaki

Kotek, integracja kotów






czwartek, 14 lipca 2016

Zespół uchylnego okna i siatkowanie balkonu.

Poruszę dziś ważną kwestię bezpieczeństwa naszych kotów. Opowiem Wam co to jest Zespół uchylnego okna i poradzę jak uchronić kota przed takim wypadkiem. Nie należy także zapominać, ze koty to nie ptaki i skrzydeł nie mają a to iż mówi się, że zawsze spadają na cztery łapy to niestety tylko mit.

Koty instynktownie pragną wolności ale wiele z nich mieszka z nami w małych mieszkaniach na ograniczonej powierzchni. Często zdarza się, że koty próbują uciekać przez drzwi, balkony czy okna. Jest to niebezpieczne bo kot podczas takiej ucieczki może nawet stracić, życie. Zapytacie w jaki sposób?

Siatki dla kotów w oknach i na balkonach.

Jeśli ktoś ma mieszkanie z balkonem to bardzo często właśnie ten balkon jest dla kotów namiastką wolności. Trzeba jednak pamiętać iż balansowanie kota po barierce na balkonie jest bardzo niebezpieczne. Kot może się czegoś przestraszyć, może skoczyć za ptakiem, muchą i spaść.
Osiatkowane okno dla kota
Upadek z wysokości może przypłacić życiem lub kalectwem. Dlatego warto montować na balkonach siatki ochronne. Nie jest to duży koszt gdy taką siatkę kupimy i sami zamontujemy, drożej wychodzi gdy zlecimy pracę firmom, które się w tym specjalizują. Rodzaj i montaż siatki zależy także od pozwolenia administratora budynku na ingerencję w strukturę elewacji ale to także można obejść i zamontować siatkę bez naruszania jej. Jeśli mieszkamy na niskim piętrze zabezpieczy ona nam kota przed ewentualną ucieczką. Kot, który znajdzie się pod budynkiem jest zdezorientowany, nie zna terenu, nie trafi do domu. Jeśli przy skoku doznał kontuzji i nikt mu na czas nie pomorze przypłaci to życie!
Jeśli nie mamy balkonu to nic straconego. Koty bardzo często lubią przesiadywać na parapetach okien. Obserwują otaczający je świat, wdychają zapachy. Gdy przychodzi wiosna i lato lubią wygrzewać się w słońcu, możemy im to umożliwić. Czasami wystarczy zamontować ochronną siatkę na okno aby nasz kot poczuł promienie słoneczne i powiew świeżego powietrza na własnej skórze. Pamiętajcie, że piszę o wzmocnionych siatkach przeznaczonych dla kotów nie o zwykłej, delikatnej moskitierze. Moskitierę kot rozerwie na strzępy gdy będzie chciał wyjść.

Kot i uchylne okno.

kot i zespoł okna uchylnego.
źródło internet
W czasie ładnej pogody uchylamy często okna i nie pomyślimy, że to jest śmiertelna pułapka dla naszego pupila. Wiele kotów przypłaciło życiem przygodę z oknem uchylnym. Kot czuje różne zapachy docierające z dworu, czuje chęć wolności, polowania, biegania po świeżym powietrzu ale nie potrafi ocenić ryzyka i może próbować wyjść przez takie uchylone okno. Podejście do śmiertelnej pułapki, szpary w kształcie litery V zajmie mu kilka sekund potem wykona skok i zawiśnie polową ciała po jednej stronie a drugą po drugiej. W tym momencie kot zaczyna się szarpać aby się uwolnić i co raz głębiej zapada się między ramy okna. Taki uścisk powoduje zablokowanie aorty brzusznej co prowadzi do niedokrwiennego uszkodzenia rdzenia kręgowego oraz narządów wewnętrznych. Kilka minut w takiej pułapce sprawi iż kot zostanie sparaliżowany. Jedynym ratunkiem jest szybka wizyta u lekarza, podanie kroplówki i leków a potem trudna, kosztowna i długa rehabilitacja. Czasem jednak jest za późno i kot traci życie.

Jeśli kot zawiśnie w oknie na którejś kończynie to bardzo często szarpiąc się wyrywa sobie łapkę.
Dlatego nie ryzykujcie i nie zostawiajcie kota samego z niezabezpieczonym uchylonym oknem. Uchylne okno można łatwo i tanio zabezpieczyć np. specjalną kratką przykręcaną lub przyklejaną do ramy.
Niektórzy myślą sobie, że ich to nie dotyczy, że ich kot nigdy nie interesował się takim otwartym oknem. Dziś się nie interesuje ale jutro może go coś za nim zaciekawić i nieszczęście gotowe.

Niebezpieczne drzwi.
Kolejnym niebezpieczeństwem dla kota są drzwi, szczególnie dla ruchliwego i zwinnego maluszka. Kociaki potrafią jak dzieci w kilka sekund znaleźć się tam gdzie nie powinny i wepchnąć łepek, łapkę w zamykane przez nas drzwi. Takie przytrzaśnięcie może skończyć się złamaniem kończyny lub kręgosłupa
Jeśli kot nie wychodzący niepostrzeżenie wyjdzie przez drzwi na dwór to znajduje się w podobnej sytuacji jak kot, który wyskoczy. Jeśli się przestraszy i pobiegnie na oślep nie trafi sam do domu. Bardzo często tacy uciekinierzy nigdy się już nie odnajdują. Na zewnątrz narażeni są na atak psów, ruchliwą ulicę, nieprzyjaznych ludzi i inne koty walczące o swoje terytorium. Kot często zostaje przegoniony daleko od domu albo przerażony wchodzi do jakiejś piwnicy, komórki a tak często ktoś go nieświadomie zamknie. Kot domowy nie potrafi polować a nawet jeśli uda mu się coś upolować czasem nie wie, że to trzeba zjeść. Zamknięty lub głodujący kot umiera po kilku dniach. Niestety nie ma dobrego sposobu na zabezpieczenie drzwi. W tym wypadku musimy patrzeć pod nogi i pilnować czy drzwi są zamknięte.

Mam nadzieję, że Wasze koty unikną takich przygód.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Bezpieczna kąpiel psa w morzu i wodach otwartych.

Gdy przychodzi lato zarówno my sami, jak i nasze psy lubimy pochlapać się w wodzie i popływać. Co raz bardziej popularne stają się wyjazdy całej rodziny wraz z psem na letnie wakacje. Obecnie bez problemu znajdziemy ośrodek lub hotel w Polsce, gdzie można wypoczywać wraz ze swoim pupilem. Wczasy nad morzem czy jeziorem to idealne miejsce, jeśli mamy psa kochającego wodę i pływanie. A jeśli nie możemy wyjechać na dłużej, to w wielkie upały możemy przecież podjechać z pupilem nad najbliższe jezioro, aby go schłodzić i wykąpać.

Czy kąpiele w morzu, jeziorze są bezpieczne dla psów?

 

Są bezpieczne ale pod warunkiem, że takie bezpieczeństwo sami im zapewnimy. Pamiętajmy, iż pies nie każdej rasy jest świetnym pływakiem.. Nie należy też porównywać pod względem umiejętności i wrodzonych predyspozycji pływackich na przykład labradora z jamnikiem. Niektóre psy (rasy) są bowiem idealnie stworzone anatomicznie do pływania (np. labradory czy nowofundlandy), natomiast inne nie powinny być do tego zmuszane i poddawane zbyt długiej, a jeszcze gorzej niekontrolowanej kąpieli (np. jamniki czy bassety).
Co należy robić, aby nasz pies mógł w całkiem bezpieczny sposób korzystać z uroków letniej kąpieli w jeziorze, morzu, rzece?
Jak bezpiecznie kąpać psa w morzu
  • Bez względu na rasę oraz nastawienie psa do wody, nie należy zmuszać go do wejścia do wody na siłę! Psy mają naturalną, ewolucyjnie wytworzoną zdolność do pływania i nie muszą się tego uczyć jak my ale nie każdy pies lubi pływać. Pies sam powinien zdecydować, czy chce kąpać czy nie. Możemy go do tego zachęcać podczas zabawy, ale nigdy nie wrzucać go do wody gwałtownie i pod przymusem. Zmuszanie psa na siłę do kąpieli rodzi w nim jeszcze większy lęk przed wodą. Niektóre psy przyuczane w taki sposób do wody, boją się jej panicznie już potem do końca życia. Czasem pies lubiący pływanie w spokojnym jeziorze czy domowym basenie może bać się fal morskich, to również uszanujmy. Małe psy i psy ras anatomicznie mniej przystosowanych do pływania ( np. jamniki, Yorki, bassety, rottweilery, czy mastify) mogą sobie w takiej wodzie nie poradzić i utonąć. Takie psy nie powinny być wpuszczane do wody głębokiej, o rwącym prądzie, czy z dużymi falami. Pamiętajcie także, że pies tak jak człowiek narażony jest na szok termiczny.
  • Żadnego psa nie wolno też wpuszczać do wody z mocno kamienistym dnem (szczególnie jeśli kamienie są duże) oraz zaśmieconej (szczególnie gdy jest tam mnóstwo szkła i ostrych metali. Pies może wtedy łatwo pociąć sobie wtedy łapy, a skacząc do takiej wody, może nawet śmiertelnie przebić sobie klatkę piersiową. Niebezpieczne są również miejsca, w których często łowią ryby wędkarze. Pod wodą bywają tam często zaplątane pourywane żyłki i haczyki, a także zastawiane na dziko sieci kłusowników . Jeśli pies zaplącze się w coś takiego, może się łatwo utopić, zanim zdążymy mu pomóc. Pies może też pociąć sobie łapy w miejscach, gdzie występuje dużo muszli małży, ponieważ ostre krawędzie sterczą pionowo z dna. Przy brzegach dzikich wód mogą też być bagniska/grzęzawiska i pies może utknąć tam na dobre.
  • Wpuszczając psa do wody należy też upewnić się, że woda jest czysta, a więc nie zawiera bakterii lub glonów (nie jest gęsta i koloru zielonego lub brązowawo-bordowego), ponieważ mogą one być niebezpieczne dla psów – mogą wywoływać np. alergie skórne, egzemy. Gęste rośliny wodne i glony (także przybrzeżne trzciny) mogą też skutecznie oplątać i podtopić chcącego je sforsować psa. Warto sprawdzić czy w pobliżu nie jakiś zakładów chemicznych bo woda może być zanieczyszczona. Pupilowi nie wolno też pozwalać na picie słonej wody morskiej, bo w nadmiarze spowoduje to zatrucie i odwodnienie. Po kąpieli w morzu dobrze jest też na koniec psa opłukać w słodkiej wodzie, aby nie swędziała go potem skóra od morskiej soli. Dobrze też oczyśćmy i osuszmy mu uszy aby nie wdała się infekcja.
  • Jeśli chodzi o kąpiel psa w przydomowym basenie należy pamiętać, że woda basenowa zwykle zawiera środki chemiczne do zwalczania glonów itp. Na psa może to podziałać alergicznie. Lepiej więc nie kąpać go w takiej wodzie. Ponadto pamiętajmy, aby pies mógł bezpiecznie i samodzielnie wchodzić i wychodzić z basenu. Jeśli pies wskoczy do basenu pod naszą nieobecność i nie będzie mógł z niego wyjść z powodu zbyt wysokich, stromych i śliskich ściana. Będzie próbował aż ze zmęczenia może utonąć.
  • Jadąc z psem nad wodę dobrze jest zabrać ze sobą zabawki do wody. Należy pamiętać, że muszą to być zabawki nie tonące. Świetną pomocą w zabawach wodnych z psem jest Puller.
  • Będąc nad wodą nie możemy puszczać go bez opieki. Trzeba pilnować, aby nasz pies przede wszystkim – nie odpływał i nie odchodził zbyt daleko od nas, nie przeszkadzał innym ludziom. Nie wolno jednak uwiązywać go i trzymać godzinami na rozpalonej słońcem plaży bez osłony. 
    Jeśli chcemy iść na plażę z psem tylko po to, by go tam uwiązać jak krowę na pastwisku, to nie bierzmy go tam wcale!
     Jeśli natomiast zabieramy go tam na spacer i po to by sobie popływał, to w przerwach musimy zapewnić mu możliwość spokojnego odpoczynku na przynajmniej prowizorycznym legowisku w cieniu. Pies nie może leżeć na samym piasku, ponieważ może uszkodzić sobie oczy. Poparzyć się od nagrzanego słońcem piachu. Trzeba też zapewnić mu czystą, zimną wodę i psią karmę. Psy ras z gołą skórą, jak np. chiński grzywacz czy meksykański pies bezwłosy, trzeba smarować specjalnym kremem z filtrem UV i nie wolno trzymać ich na słońcu tak długo, jak inne psy. 
    Nad brzegami np. jezior czy rzek, w nasłonecznionych miejscach mogą też bytować żmije, których ugryzienie dla psa będzie groźne, a nawet śmiertelne (szczególnie dla osobników małych). Trzeba też pilnować pupila, aby nie polował i nie przeganiał dzikiego ptactwa wodnego oraz innych zwierząt i obcych psów.
  • Na plaży i do pływania nie należy też nakładać psom kagańców, ponieważ odbierzemy im w ten sposób możliwość ziania z wysuniętym językiem służącego chłodzeniu ciała. Pies w kagańcu na dużym słońcu i w upale nie będzie mógł swobodnie oddychać i dostanie z tego powodu udaru słonecznego, co w razie braku pomocy może skończyć się śmiercią. Pies w kagańcu nie powinien wchodzić do wody. Przed wejściem do wody powinniśmy zdjąć mu także obrożę przeciw pchłom jeśli taką nosi.
  • Gdy jesteśmy nad wodą warto poszukać wyznaczonego miejsca do plażowania z psami, takich miejsc jest co raz więcej. Jeśli nie ma takiego miejsca warto odejść alej od innych ludzi bo obecność psa może im przeszkadzać. Pamiętajmy, że wkroczenie z psem na plażę z zakazem ich wprowadzania, może skończyć się mandatem! I na koniec przypominam o woreczkach na psie odchody. Proszę sprzątajcie po swoich psach!
Zabawa z psem w wodzie może sprawić mu dużo frajdy ale też przysporzyć nam kłopotu, pamiętając o powyższych zasadach unikniemy ich.