Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

piątek, 23 września 2016

Jak przygotować kota do operacji

Prawie każdy opiekun kota staje przed tym problemem gdy kot musi przejść zabieg lub operację. Jak przygotować kota do operacji. Najczęściej jest to zabieg kastracji i sterylizacji, usuwanie kamienia na zębach ale zdarzają się także bardziej skomplikowane operacje. Do każdego z nich warto się przygotować psychicznie i zgromadzić kilka przydatnych rzeczy.
Jeśli mamy jednego kota sprawa wydaje prostsza niż przy kilku kocich domownikach. Zajmijmy się na początek kotem "jedynakiem".

Jak przygotować kota do operacji.  

Co nam będzie potrzebne:
Designed by Kaboompics - Freepik.com
1. Transporter, dostosowany do wielkości kota, łatwy do czyszczenia i z łatwym dostępem do kota. Jeśli musimy przejść z kotem jakiś dystans lub jechać autobusem a jest zimno warto zaopatrzyć się także w ocieplacz na transporter lub zabezpieczyć go kocem. Kot po operacji ma gorączkę i trzeba zadbać aby nie zmarzł.
2. Warto zaopatrzyć się w podkłady higieniczne bo czasem lecznice wydają kota bez podkładu i może on zapaskudzić transporter moczem. W domu także można kota położyć na podkładzie bo często na początku będzie robić pod siebie.
3. Przy operacjach bardziej skomplikowanych gdy kot dochodzi do siebie przez kilka dni warto zadbać o to aby miał spokojne, cieple miejsce do leżenia. Może to być domek z kartonu, kot czasami chce się ukryć ale nie możemy mu pozwolić na wejście w miejsce gdzie nie da się go obserwować czy wyciągnąć. Dlatego lepiej samemu zapewnić mu taką kryjówkę. W chłodne dni przyda się podgrzewany koc.
4. Jeśli kocica przechodzi zabieg kastracji to zapytajmy weterynarza jaką metodą będzie robione cięcie. Często do większych ran potrzebny będzie kaftanik a do innych zabiegów wystarczy kołnierz. Np. metoda małego cięcia i szew śródskórny najczęściej nie wymagają kaftanika (chyba, że kot bardzo interesuje się raną)
5. Jeśli zabieg jest poważny a kot będzie przechodził dłuższą rekonwalescencję warto zadbać o kuwetę z niższym brzegiem aby nie musiał do niej wskakiwać.
6. Jeśli to poważny zabieg to potrzebujemy także wolnego czasu aby móc zająć się kotem przynajmniej kilka godzin po operacji.

Jeśli kot ma mieć znieczulenie ogólne lekarz powinien zbadać kondycje jego serca i warto zrobić badania ogólne krwi. Każda narkoza niesie ze sobą ryzyko.

Jeśli mamy kocurka i jest on przed zabiegiem kastracji to sprawa jest bardzo prosta. Zabieg wykonuje się pod narkozą i to tak naprawdę jedyna rzecz na, którą musimy zwrócić uwagę. Kot przed zabiegiem nie powinien jeść (lekarz na o tym poinformuje) ale bardzo często nie mówi dlaczego kot nie powinien jeść ok 12 godzin przez zabiegiem. Narkoza, którą dostaje zwierzę po wybudzeniu może powodować wymioty a kot, który zaczyna się wybudzać nie potrafi często kontrolować przełykania. Podczas wymiotów może zachłysnąć się treścią pokarmową. Wodę zabieramy ok 3-4 godziny przez operacją. Pełny żołądek uciska także przeponę co utrudnia oddychanie. Po zabiegu należny kota pilnować przez kilka godzin aby nie zrobił sobie krzywdy próbując wskakiwać na meble czy drapak. No i w zasadzie tyle. Rana po kastracji jest malutka i nie wymaga naszej pielęgnacji. Należy tylko kontrolować czy nie wdała się tam jakaś infekcja. Kot po kilku godzinach staje na nogi w pełni sił i wraca mu apetyt.
Trudniejsza sprawa jest gdy mamy kotkę. Zabieg jest dużo poważniejszy bo przy kastracji zastają usunięte narządy rodne kota i zwierze musi się wygoić w środku i na zewnątrz. Kocica po zabiegu dochodzi do siebie dużo dłużej niż kocurek. Ból sprawia, że nie ma apetytu dlatego warto przygotować dla niej jej ulubione kąski najlepiej jak najbardziej mokre. Trzeba pilnować aby nie dopuścić do zaparcia bo gdy kotka będzie próbować się załatwiać i zacznie przeć poczuje ból to ją zniechęci do wypróżnienia a to może skomplikować rekonwalescencje. Przez pierwsze godziny kotka będzie sikała pod siebie (i tu pomocne będą podkłady) Oczywiście procedura odstawienia misek z pokarmem jest taka sama jak w wypadku kocurków.
Pamiętajmy także o przygaszonym świetle bo kot po narkozie ma rozszerzone źrenice i ostre światło go razi.
Kota należy odebrać w pełni wybudzonego, w domu będzie on jeszcze przysypiał ale z lecznicy musimy go zabrać gdy otworzy oczy i będzie reagował.
Kotów nie należy także kąpać ok 14 dni po zabiegu.

A co zrobić gdy mamy więcej niż jednego kota w domu? Izolować resztę od chorego czy nie?
Wszystko zależy od charakteru kotów. Na początku chory kot będzie pachniał inaczej niż zwykle i może to nie spodobać się pozostałym ale koty rozpoznają się nie tylko po zapachu więc po chwili powinny akceptować rekonwalescenta jako swojego. Kot powinien mieć spokój więc na pierwsze godziny warto go odizolować. Potem obserwować ich zachowanie. Często koty potrafią współczuć choremu, podchodzą i liżą go, kładą się obok ogrzewając własnym ciałem ale są i takie, które zachowują się agresywnie. Jeśli musimy kota zabezpieczyć a nie mamy osobnego pomieszczenia, przyda się klatka kanelowa.

Jakie jeszcze czekają nas niespodzianki.

Kaftanik. Wiele kotów nie znosi kaftanika. Mówi się także o Syndromie kaftanika czyli dziwnym, apatycznym lub zwariowanym zachowaniu kota w kubraczku. Kot może w nim dziwnie chodzić, może nie ruszać się wcale, może zacząć biegać jak oszalały (jak mu siły pozwolą), może krzyczeć wniebogłosy. Gdy zdejmiemy kaftanik wszystkie objawy mijają. Niestety czasem jest on konieczny i kot musi się do niego przyzwyczaić.
Zachowanie po narkozie.
Kot będzie zachowywał się jak pijany, może drżeć, wydawać dziwne dźwięki, wymiotować, ciągle przysypiać. Gdyby taki stan utrzymywał się bardzo długo lepiej jest skonsultować się z lekarzem.

I na koniec kilka słów o naszym zachowaniu. Nie denerwujmy się bo koty bardzo dobrze wyczuwają nasze zdenerwowanie i same zaczynają zachowywać się nerwowo. Wiem, że to trudne ale operację lepiej przeczekać w domu nie pod gabinetem i cierpliwie poczekać na telefon od lekarza, że kota można odebrać. Po operacji także nie bądźmy nadopiekuńczy. Nie należy brać kota na kolana jeśli sam tego nie chce, nie należy zmuszać go do jedzenia. Najlepiej dać mu dużo spokoju, ciszy, kontrolując co jakiś czas jego zachowanie i co kilka godzin ranę. 

sobota, 17 września 2016

Testujemy nowości firmy Certech

Razem z moimi kotami przedstawiam Wam nowości wyprodukowane przez firmę Certech najlepszego w Polsce i nie tylko w Polsce producenta żwirków dla kotów. Dziś testuję dobrze znany Benek Corn Cat ale tym razem wersja Golden oraz całkowitą nowość ekskluzywną markę żwirku bentonitowego Canadian Cat.

Benek Corn Cat Golden
kukurydziany żwirek dla kotów benek

Kukurydziany żwirek dla kotów Benek cornJak wielu z Was wie uważam kukurydziany żwirek Benka za najlepszy żwirek na rynku. Zdania moich klientów są podzielone bo wiele osób uważa, że żwirek ten pyli dość mocno i przy ciemnych kaflach jest to uciążliwe. Mi ten problem nie przeszkadza bo wolę pył niż rozsypany żwir po całym domu. Firma Certech postanowiła udoskonalić swój produkt i wyprodukowała Benka Corn Cat Golden. Jest to nadal żwirek kukurydziany ale ma dużo większe granulki przypominające pellet. Żwirek jest w odróżnieniu od pelletu zbrylający. Można go usuwać drogą sanitarną lub kompostować. Na potrzeby testu napełniłam dwie kuwety nowym żwirkiem i po tygodniu używania podzielę się z Wami swoją opinią.
Zalety:
Żwirek nie roznosi się wcale, jest tak ciężki, że pozostaje w kuwecie.
Nie ma pyłu jak w wypadku zwykłego Corn Cat
Doskonale pochłania zapachy.
Jest wydajny, przy 3 kotach i 2 kuwetach w tydzień zużyłam pół opakowania 7l
Cena niższa niż podobny jakościowo Cats Best Gold



Wady:
Troszkę gorzej się zbryla niż Corn Cat naturalny, grudka jest bardziej paćkowata.
Moje 4 miesięczne maluchy nie przepadają za tym żwirkiem. Mam wrażenie, że granulki są dla nich za duże i bolą je łapki. Kocica zaakceptowała żwirek bez zarzutów.

Podsumowując, żwirek bardzo mi się podoba ale ze względu na maluchy będzie wsypany tylko do 1 kuwety z 4.

Żwirek jest pakowany w worek papierowy o pojemności 7l

żwirek dla kota bantonitowyCanadian Cat Unscented

Drugi żwirek jest bentonitowy. Bardzo drobny i delikatny, aksamitny wręcz. Moje maluchy go pokochały. Chwilkę po tym jak napełniłam kuwety (także 2), żwirek został przetestowany, rozgrzebany i zanieczyszczony. Maluchy mając do wyboru dwa rodzaje żwirku zdecydowanie wybierają ten bentonit. W porównaniu do Benka Compact i Benka Naturalnego żwirek zbryla się idealnie w zwarte grudki, nie rozsypujące się (grudka ze żwirku Naturalnego potrafi się rozlecieć na łopatce), nie przywiera do kuwety (przeszkadzało mi to w Benku Compact) ale niestety ma i wady bardzo się rozsypuje. Gdy kot intensywnie kopie żwirek fruwa w koło. Polecam go do kuwet z wysokim rantem lub zakrytych. Przy nasypywaniu i grzebaniu lekko pyli jak to bentonit. Nie polecam żwirku przy bardzo małych kociętach. Żwirek rozsypałam na pół do 2 dużych kuwet i po tygodniu jest go nadal sporo i w zasadzie nie trzeba go jeszcze wymieniać.
 Zalety:
Bardzo dobrze pochłania wilgoć
Bardzo dobrze się zbryla
Nie przywiera do kuwety
Bardzo dobrze pochłania zapachy
Jest miękki, naturalny koty to uwielbiają
Jest wydajny.
 Wady:
Rozsypuje się mocno przy intensywnym kopaniu
Trochę roznosi po za kuwetę
Lekko pyli przy nasypywaniu.
Nie można usuwać go w toalecie.
Cena, żwirek jest dużo droższy niż linia Benka


 Podsumowując. Ze względu na to iż koty zakochały się w tym żwirku i to iż idealnie pochłania zapachy zostaje w użytku w 3 kuwetach. Muszę jakoś przeżyć, że się rozsypuje. Powiem Wam iż od kiedy mam ten żwirek nie zdarzyło się aby któryś maluch zrobił siku po za kuwetą. One bardzo lubią w nim grzebać i tam się załatwiać.
 Żwirek jest pakowany w plastikowy worek o pojemności 10 l Testowany żwirek to Uniscented w sprzedaży są także wersje Baby Power oraz Lavender. Skład bentonit sodowy.

Oba żwirki kupicie w moim sklepie :)








W odpowiedzi na liczne pytania wrzucam dodatkowo porównanie wielkości żwirku CB Gold i Benek Golden

Żwirek dla kota porówanie

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dlaczego kot męczy mysz przed zjedzeniem

Dlaczego kot męczy mysz przed zjedzeniem i inne mało znane ciekawostki o kotach.

Pewnie nie raz widzieliście i zastanawialiście się dlaczego kot jak złapie mysz czy ptaka to zanim go zje, meczy go aż zdobycz padnie z wysiłku. Z jeden strony jest to instynktowne zachowanie bo kot nadal ma przyjemność z ponownego polowania na gryzonia ale jest też inna przyczyna, dużo ważniejsza. Podczas wysiłku w mięśniach organizmu wydziela się kwas mlekowy. Męczona zdobyć stara się ocalić życie za wszelką cenę i w jej mięśniach pod wpływem wysiłku wytwarza się dużo kwasu mlekowego. Kwas mlekowy ułatwia trawienie mięsa i wspomaga naturalną florę bakteryjną przewodu pokarmowego kota. Tak naprawdę kot nie jest umyślnym sadystą tylko przygotowuje swój posiłek aby był bardziej pożywny.
Ciekawostką jest też to iż koty często bardzo lubią oliwki w zalewie. Zalewa jest robiona z kwasu mlekowego i to może być przyczyną tego iż kotom smakują.

Kolejną ciekawostką jest to iż nawet jak mysz czy ptak uratuje się z kocich pazurów lub my go uratujemy to i tak najczęściej jest skazany na śmierć. Powodem tego jest bakteria, która występuję w ślinie większości kotów. Ta bakteria to Pasteurella, wywołującą chorobę pasterelozę. Jeśli zwierze nie dostanie natychmiast leku po 48 godzinach pada martwe. Niektórzy myślą, że odbierając kotu mysz lub ptaka i wypuszczając ratują mu życie ale niestety zwierze i tak jest skazane na śmierć tylko, że wolniejszą.

Dlaczego rana po ugryzieniu kota długo się goi. 

Dla człowieka ugryzienie kota także może skończyć się antybiotykoterapią. Bakteria dostaje się do organizmu i wywołuje stan zapalny. Kolejna kocia bakteria to Bartonella wywołująca chorobę "Kociego pazura" Bakteria ta znajduje się w odchodach pcheł, które dostają się pod pazury kota gdy on się drapię. Z pazurów przenosi się do rany po udrapaniu. Często organizm sam poradzi sobie z zarażeniem ale jeśli jest osłabiony infekcja może zakończyć się leczeniem.

A wiecie, że:
Koci nos jest odpowiednikiem ludzkich linii papilarnych. 
Każdy koci nos jest inny. Koci nos to wzór niepowtarzalnych linii.
Dlaczego kot męczy myszy


Kot nie czuje słodkiego smaku.
Jeśli myślicie, że danie kotu słodkiego ciastka sprawi mu przyjemność to nic mylnego. Koty nie rozpoznają słodkiego smaku. Dla kota przyjemnym smakiem jest smak kwaśny. 

Kocur nie kastrowany wędruje w poszukiwaniu zdobyczy i kocicy w rui przez kilka kilometrów. Kot kastrowany trzyma się w odległości kilometra od domu. Dla kota po kastracji ważniejsze jest pilnowanie pełnej miski niż podboje miłosne i walki o własny teren łowiecki. 

Koty nie widzą w całkowitej ciemności. Mitem jest to iż kot widzi w ciemności. Kot musi mieć źródło światła aby widzieć. Jeśli pomieszczenie jest pogrążone w ciemności kot nie widzi nic. Może się jednak swobodnie poruszać w ciemności bo ułatwiają mu to wibrysy czyli kocie wąsy, brwi i małe włoski rosnące od spodu łapek.

Kolorem, który kot widzi najlepiej jest szary, nie rozpoznaje koloru czerwonego. 
 
Kotu do życia i prawidłowego rozwoju niezbędna jest witamina D podobnie jak u człowieka bardzo pomocne w jej wytworzeniu jest słonce. Koty wygrzewają się na nim i wtedy dochodzi do syntezy witaminy D w organiźmie. Jeśli jednak kot nie ma dostępu do słońca lub jest zimowa pora roku powinien dostawać dodatkowo witaminę D w suplemencie. Źródło witaminy D to tran a także olej z dzikiego łososia np. firmy Gryzzli.

I na koniec ostatnia ciekawostka. Koty jedząc poruszają szczęką w górę i w dół. Nie żują. Często połykają pokarm w całości. Kot mysz zaczyna zjadać od głowy i kęs po kęsie pochłania ją w całości, gryząc kości. Gdy matka przyniesie zdobycz maluchy także zaczynają jeść mysz od głowy bo mózg jest najbardziej cennym pokarmem. Bardzo często po zjedzonej myszy zostaje tylko żołądek bo jest to najmniej ważna część posiłku. Dorosły kot żyjący na wolności zjada ok 10 myszy dziennie.
 

niedziela, 7 sierpnia 2016

Fopki

Fopki czyli podsumowanie trzech tygodni przebywania małych kociaków u mnie. Kuwetkowanie, problemy z rozwolnieniem, dokocenie czyli integracja maluchów z kotką rezydentką i zdjęcia kociaków, dużo zdjęć.

Zacznę jednak od początku moją opowieść. Ten kto śledzi mojego bloga wie, że jakiś czas temu pożegnałam mojego Świrusia, który przegrał z chorobą. Post o tym jak pogodzić się ze śmiercią ukochanego zwierzaka znajdziecie pod tym linkiem http://blog.kocimietka.pl/2016/06/jak-pogodzic-sie-ze-smiercia-zwierzaka.html. Moja kocica, która zawsze miała towarzystwo została sama więc postanowiłam się rozejrzeć za kolejnym kotem. Na początku chciałam spełnić moje marzenie o kocie rasowym. Odwiedziłam hodowlę kotów Rosyjski Niebieski ale niestety z kotkiem, który był do sprzedania nie poczułam więzi. Wiem, że to brzmi dziwnie, zobaczyć kota i w 5 minut poczuć do niego więź ale kot musi mieć to coś, nie wiem co...
Kociaki
Dzień po mojej wizycie u kociaków zadzwoniła do mnie znajoma z Fundacji FOP Wrocław z informacją, że mają mnóstwo kociaków do adopcji i abym ich odwiedziła to może u nich jakiegoś wybiorę. Jeszcze tego samego dnia pojechałam oglądać maluchy. To było to. Małe puchate kocie biedy. Kolejne kotki sierotki postanowiłam przygarnąć pod swój dach. Z synem wybraliśmy parkę maluszków bo doszłam do wniosku, że dwa kociaki to lepsze rozwiązanie niż jeden maluch dla mojej ponad trzy letniej kotki rezydentki Wandzi. Kociaki miały 3 tygodnie więc musiałam poczekać aby je zabrać do domu.

Po miesiącu uzbrojona w nowy transporter i torbę darów w postaci karmy dla Fundacji pojechałam po kotki. Tak, wiem, że kociaki powinny zostać jeszcze przy matce ale DT fundacji pękają w szwach i zabierając je zrobiłam miejsce na kolejne maluszki wyciągnięte z ciemnej piwnicy czy uratowane przed utopieniem. Maluszki szybko zaaklimatyzowały się w nowym domu. Do swojej dyspozycji dostały cały pokój. Ale niestety nie wszystko było tak kolorowe jak się wydaje. Maluchy razem czuły się raźniej ale jednak rozłąka z rodzeństwem i matką odbiła się na
Fopki, kociaki
ich zachowaniu. Mimo tego samego żwirku, kociaki zaczęły sikać po za kuwetą. Po dwóch dniach zaczął się także problem z luźną kupą. Pokój syna, który stał się ich pokojem przekształcił się w kocią kuwetę. Maluchy sikały gdzie popadło, podłoga, tapczan, drapak. Myślę, że przyczyną problemów z kuwetkowaniem był stres i biegunka. Kotkom kuweta zaczęła się kojarzyć z bólem. Udało mi się wyprowadzić kocurka i on już od jakiegoś czasu robi ładne twarde kupki, zaczął też ładnie korzystać z kuwetki. Z kociczką musiałam pojechać do weterynarza bo nic nie pomagało. Obecnie nadal dostaje leki ale widać poprawę. Ona niestety nadal sika po za kuwetą. dlatego postanowiłam drastycznie zmienić żwirek aby zatrzeć złe wspomnienia u małej. Do kuwetki zamiast żwirku kukurydzianego GreenCat wsypałam bentonitowy Benek Compakt. Udało się, zaczęła chodzić do kuwetki i już mniej sika po za. Po kilku dniach pobytu w moim domu zaczęłam także integrację maluchów z kocicą. Wskazówki jak przeprowadzić dokocenie z sukcesem znajdziecie w tym poście. http://blog.kocimietka.pl/2014/10/dokocenie.html Przeprowadziłam już kilka takich integracji. Często spotykam się z pytaniem ile trwa zanim koty się polubią, zaakceptują. Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na nie. Każdy kot jest inny i należy do każdego podejść indywidualnie.
Gdy zapoznawałam Wandzię ze Świrkiem po około dwóch tygodniach siadały obok siebie. Obecnie minęły już trzy tygodnie a Wandzia nadal nie do końca zaakceptowała maluchy. Pozwala im już siedzieć blisko na parapecie czy też w łóżku ale każdy kontakt oczy w oczy kończy się syczeniem, warczeniem i jej atakiem. Z każdym dniem jest coraz lepiej bo już kilka razy koty zjadły posiłek obok siebie ale są dni, że ona nie podejdzie nawet do miski w ich obecności i muszę dawać jej jeść w innym pomieszczeniu. Na początku wypuszczałam maluchy pod nadzorem na kilka minut, potem na godzinkę.
tak koty jadły 4 dni temu
Pozwalałam Wandzi wchodzić do ich pokoju i obwąchiwać wszystko. Muszę uważać na małą bo chwila nie uwagi i mam zasikaną pościel, buty lub kanapę :) Teraz maluchy biegają prawie cały dzień po domu. Pilnuję je i co jakiś czas zanoszę do kuwetki. Po domu mam rozstawione 4 kuwety. Mała chodzi jednak tylko do tej ze żwirkiem bentonitowym. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni bo nie jestem zwolennikiem bentonitu. Na noc maluchy nadal śpią w swoim pokoju. Mam nadzieję, że gdy definitywnie zażegnam problem z


Dokocenie
a tak wczoraj
luźną kupką u małej problem z sikaniem też się skończy. Kotki są radosne i bardzo żywiołowe. Jeśli ktoś myśli o adopcji takich maluszków to w Fundacji znajdziecie ich całe mnóstwo. A co z integracją z człowiekiem zapytacie. Na początku kociaki były lekko wycofane. Troszkę bały się dotyku i stojącej postaci. Teraz same pchają się na kolana, mruczą przy każdym dotyku. Fopek zaczyna wspinać się na mnie i robi baranki w czoło co jest oznaką uczucia u kota. Fopcia jest mniej ufna ale gdy przestanie dostawać zastrzyki szybko nadrobi zaległości. 
Podsumowując ostanie trzy tygodnie powiem Wam, że nie jest łatwo. Biorąc kotki pod swój dach trzeba liczyć się z różnymi konsekwencjami. Zasikane miejsca, problemy ze zdrowiem, problemy z opieką. Są wakacje i obecnie pisząc tego posta siedzę w domu na kanapie (maluchy śpią obok)
 a mój mąż z synem są na urlopie w Chorwacji. Nie chciałam maluchów zostawiać pod opieką obcych i wolałam zostać i sama się nimi zajmować. Podejmując się opieki nad jakimkolwiek zwierzęciem trzeba być odpowiedzialnym i świadomym.
Nie zanudzam Was już opowieściami. Pokażę Wam kilka zdjęć maluchów poniżej.

Drapak dla kota

Kot bawi się myszką

Kociaki małe

Kociaki

Kotek, integracja kotów