Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywienie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2026

Scieńczone ściany jelit u kota.

Kot robi kupę codziennie… a jelita i tak mogą mieć problem

Przez długi czas myślałam, że skoro kot robi kupę regularnie, to z jelitami wszystko musi być w porządku. W końcu brak zaparć, brak biegunek - brzmi jak zdrowie, prawda?

Nie do końca.

U mojego kota kał był zawsze suchy, od jakiegoś czasu zaczął pojawiać się w postaci twardych kulek. Do tego zdarzały się wymioty zaraz po jedzeniu. Mimo że defekacja była codzienna, coś ewidentnie nie grało. Padła diagnoza o zakłaczeniu i lekarz kazał zmienić trawę (podawaną na kłaczki) na proszek z błonnikiem. Niestety problem nie został rozwiązany a nawet się pogorszył bo kot zaczął wymiotować częściej. Kolejna konsultacja u innego lekarza nic nie pomogła. 

Postanowiłam zrobić kotu badania profilaktyczne i USG u gastrologa bo "zwykły" lekarz weterynarii sobie nie radził i nie widział przyczyny wymiotów. Badania krwi i biochemia u kota jest idealne. 

 Dopiero specjalistyczne badanie USG pokazało sedno problemu: za cienkie ściany jelita. Ścieńczenie jelit. 

I tu poruszę temat, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko.

To nie zawsze są „zaparcia” ani IBD

Cienkie ściany jelita to nie to samo, co klasyczne zaparcia czy IBD (nieswoiste zapalenie jelit).
W tym przypadku:

  • jelita zachowują perystaltykę

  • kot robi kupę regularnie

  • nie ma typowych objawów zapalenia, badania krwi są idealne 

    USG jelit u kota

Problem leży gdzie indziej.

Takie jelito jest po prostu delikatniejsze i słabsze strukturalnie. Ma tendencję do:

  • zbyt intensywnego odciągania wody z treści jelitowej

  • tworzenia zbyt suchego, zbitego kału

Efekt? Kał wychodzi, ale kosztem komfortu jelit. Podrażnione jelita wywołują wymioty.

Dlaczego dieta ma tu kluczowe znaczenie

Przy cienkich ścianach jelita ogromne znaczenie ma to, czym karmimy kota.

Najczęstsze błędy, które pogarszają ten stan:

  • sucha karma

  • bardzo niskotłuszczowa dieta

  • karmy z niską wilgotnością i dużą ilością wapnia

Dla takiego jelita to za dużo. Treść jelitowa robi się twarda, sucha, a jelito - zamiast ją sprawnie przesuwać - jeszcze bardziej odciąga z niej wodę.

I koło się zamyka.

Z powodu choroby mojej Koci koty dostawały to samo. Karmę o niskim tłuszczu. Okazało się, że dla mojego kota z przypadłością za cienkich ścian jelit ta dieta jest nieodpowiednia. 

Czy da się sprawić, żeby jelita mojego kota nie były źródłem problemów?

Czego nie da się zrobić

  • „pogrubić” ścian jelita lekami

  • cofnąć zmian strukturalnych w 100%

  • sprawić, że jelito zacznie tolerować wszystko     


Co jest możliwe:

  • wyciszyć nadreaktywność jelita

  • poprawić komfort trawienia

  • uzyskać prawidłowy, miękki kał bez stałej farmakologii

  • zlikwidować wymioty po jedzeniu.

 W przypadku mojego kota lekarz zalecił laktulozę oraz preparat osłonowy na przewód pokarmowy. Ale ważne jest jedno: laktuloza nie jest w tym wypadku „na zaparcia”. Jest po to, żeby:

  • zatrzymać wodę w kale

  • odciążyć jelito

  • zapobiec dalszemu wysuszaniu mas kałowych

To wsparcie, a nie rozwiązanie przyczyny. Bez zmiany diety laktuloza staje się tylko protezą.

Dieta (to absolutnie kluczowe)

Jelita z cienką ścianą:

  • nie wybaczają błędów żywieniowych (szkoda, że nie widziałam wcześniej, że mój kot ma taką przypadłość)

  • ale bardzo dobrze reagują na dietę „szytą pod nie”

Często po kilku tygodniach:

  • kał się normalizuje

  • jelito przestaje „ciągnąć” wodę

  • objawy cofają się bez leków

Czas

To nie jest kwestia dni.
Jelita potrzebują tygodni, czasem miesięcy i stabilności (bez ciągłych zmian karmy)

Cienkie ściany jelita to nie wyrok, tylko informacja: „to jelito potrzebuje innego traktowania”.
Jeśli je dostanie - potrafi odwdzięczyć się stabilnością. 

Jeśli Twój kot:

  • robi twarde kulki

  • ma suchy kał mimo mokrej karmy

  • wymiotuje po jedzeniu

  • pije mało wody

to warto spojrzeć głębiej niż tylko na częstotliwość wypróżnień.

Czasem problemem nie jest „czy kot robi kupę”, tylko jak jego jelita muszą się przy tym męczyć.

Mój kot jest przykładem na to iż badania USG są bardzo ważne przy diagnozie. Badania wykonane przez specjalistę a nie "osiedlowego weterynarza", który nie widział nic podczas badania bo się na tym nie zna...

 

czwartek, 19 czerwca 2025

Mój kot i guz tarczycy.

Zbieram obecnie kolejne doświadczenia, tym razem mam styczność z guzem tarczycy. 

Nadczynność tarczycy u kota była dla mnie zagadnieniem dość abstrakcyjnym, dopóki nie spotkałam się z nim twarzą w twarz. Wszystko zaczęło się od subtelnych zmian, które początkowo przypisywałam wiekowi mojej kotki. Zauważyłam jakiś czas temu, że kotka zaczęła posikiwać po za kuwetą ale tylko w nocy i zawsze w to samo miejsce. Do tego doszła wzmożona aktywność, szczególnie głośna wokalizacja i niestety towarzyszyła temu również nerwowość a także większa lękliwość. Kotka zaczęła dużo więcej pić. W pod koniec 2024 roku próbowałam pierwszy raz ją zdiagnozować. Niestety diagnoza była błędna i kotka była leczona na zapalenie pęcherza. Posikiwanie nie ustąpiło a dodatkowo doszły wymioty i luźne stolce. Zaczęłam podejrzewać zapalenie trzustki i z takim podejrzeniem udałam się do innego lekarza. Niestety tu także błędnie została zdiagnozowana i leczona na zapalenie żołądka. W między czasie wykryłam zakażenie pierwotniakiem Giardia Lamblia o którym napisałam post.

Po leczeniu pierwotniaka przez kilka tygodni obserwowałam objawy, aż postanowiłam, że czas skonsultować je z kolejnym lekarzem weterynarii. Diagnoza, była nieco szokująca: nadczynność tarczycy, spowodowana guzem. Brzmiało to groźnie ale odpowiednie leczenie może znacząco poprawić komfort życia mojej Szarej Koci. 

Badanie kota

Nadczynność tarczycy u kotów jest stosunkowo częstą przypadłością, szczególnie u starszych zwierząt. Charakteryzuje się nadmiernym wydzielaniem hormonów tarczycy, najczęściej w wyniku łagodnego guza tarczycy. Typowe objawy, które zaobserwowałam u Szarej, to: nadpobudliwość, nadmierne pragnienie i częste oddawanie moczu (także po za kuwetą). Niektóre koty mogą wykazywać także przyspieszony rytm serca (u mojego kota ten objaw nie występował) oraz wymioty lub biegunki. Objawem typowym przy tej chorobie jest duża utrata wagi mimo dobrego apetytu. Moja kocica cały czas ma stabilną wagę i niestety lekką otyłość.

Podczas wizyty u weterynarza wykonaliśmy badania krwi, które jednoznacznie potwierdziły diagnozę. Poziom hormonów tarczycowych T4 był zdecydowanie zbyt wysoki – aż 12,2 µg/dl, przy normie 1,0–4,0 µg/dl. Następnym krokiem było badanie ultrasonograficzne, które wykazało guz zajmujący cały prawy płat tarczycy.

Opcje leczenia, które przedstawił mi lekarz, były dwie: farmakologiczne i chirurgiczne. Każda z nich miała swoje zalety i wady, więc musiałam dokonać świadomego wyboru. Po długiej rozmowie zdecydowałam się na operację usunięcia guza.

Na początku przez około 10 dni kotka dostawała lek hamujący wydzielanie hormonów aby ją ustabilizować przed operacją. 

usg tarczycy u kota

Operacja przebiegła pomyślnie, choć przyznaję, że był to dla mnie niezwykle stresujący czas i mogę się tylko domyślić, że dla kota jeszcze większy. Pierwsze dni po zabiegu wymagają szczególnej troski – uważnie obserwuję każdą reakcję Szarej. Na chwilę obecną czekam jeszcze na wyniki histopatologiczne, które dadzą mi pełniejszy obraz sytuacji. Nie wiem również, czy drugi płat tarczycy podjął prawidłową pracę – kontrola zaplanowana jest dopiero za tydzień.

Szara jest dopiero drugi dzień po operacji. Widzę jednak, że z każdym dniem nabiera sił i od kiedy zaczęłam leczenie przestała posikiwać. Kluczowe jest teraz zapewnienie jej odpowiedniej opieki i spokojnego otoczenia, aby rekonwalescencja przebiegła bez komplikacji. Muszę pilnować aby mój Tutuś jej nie atakował. Niestety po zabiegu kot mam problem z identyfikacją koleżanki. Kotka ma inny zapach a wygolona szyja sprawia, że wygląda inaczej (teraz ma olbrzymią białą kryzę pod szyją)

W całym tym procesie najważniejsze okazało się dokładne obserwowanie mojej Koci i drążenie tematu diagnozy. Nadczynność tarczycy nie musi oznaczać poważnych problemów, jeśli tylko zareagujemy odpowiednio wcześnie i podejmiemy właściwe leczenie.

Cieszę się, że w końcu trafiłam na kompetentnego lekarza, który przeprowadził porządny wywiad, poskładał objawy, zlecił odpowiednie badania a na końcu poprawnie zdiagnozował chorobę. 

Rana po operacji guza tarczycy.

Jeśli więc zauważysz podobne objawy u swojego kota, nie zwlekaj z wizytą u weterynarza. Nie poddawaj się jeśli diagnostyka jest trudna i długa bo jak widać na moim przykładzie kolejny raz trafiłam do lekarzy, którzy z poważniejszym problemem niż odrobaczenie kota sobie nie radzą. Im szybciej postawiona diagnoza, tym większa szansa na szybki powrót do zdrowia i szczęśliwe, długie życie Twojego kota.

poniedziałek, 12 maja 2025

Zakażenie pierwotniakiem Giardia lamblia – moje doświadczenia.

Odkąd zajmuję się kotami, miałam okazję zetknąć się z wieloma pasożytami, ale Giardia lamblia zdecydowanie należy do tych, które potrafią spędzić sen z powiek – zarówno opiekunowi, jak i weterynarzowi. Chciałabym dziś opisać moje osobiste doświadczenia z tym pierwotniakiem, bo wiem, że wielu opiekunów boryka się z podobnym problemem, często nawet nie wiedząc, że za uporczywą biegunką u kota stoi właśnie giardia.

Jak to się zaczęło?

Pierwszy raz zetknęłam się z giardią, kiedy do mojego domu tymczasowego trafił mały, zabiedzony kotek z interwencji. Miał ledwo dwa miesiące, był wychudzony i cierpiał na przewlekłą biegunkę o bardzo nieprzyjemnym zapachu. Początkowo myślałam, że to typowe zaburzenia pokarmowe po zmianie diety – klasyka u kociąt z trudną przeszłością. Jednak mimo lekkostrawnego jedzenia i leków osłonowych, stan się nie poprawiał. Minęło kilka lat i tym razem problem dotknął moje domowe, nie wychodzące koty. Zauważyłam dziwne objawy u jednego kota (wymioty żółcią, brak apetytu, osowiałość), zrobiłam mu podstawowe badania, które wyszły dobrze. 

Zaczęłam myśleć, że koty coś zjadły co im zaszkodziło, czytając różna wpisy w internecie zaczęłam się zastanawiać czy to nie karma spowodowała problemy. Objawy pojawiały się i ustępowały po kilku dniach. Potem po kilku dniach wracały. Zrobiłam badania także drugiemu kotu.

Zauważyłam w wynikach, że eozynofile są podwyższone co może wskazywać na pasożyty. Postanowiłam zbadać kał na obecność pasożytów.

Trzy dni zbierałam próbki kału (zebrane trzymałam w lodówce) i zleciłam badanie. Podstawowe na pasożyty i specjalne na Giardia.

Diagnoza – czyli gdzie czai się problem

Dopiero po wykonaniu specjalistycznych badań kału – konkretnie testu Elisa – wyszło, że mamy do czynienia z Giardia lamblia. To pierwotniak, który bardzo łatwo się przenosi, zwłaszcza w miejscach, gdzie koty mają ze sobą częsty kontakt – jak schroniska, domy tymczasowe czy hodowle. Zanieczyszczona woda, kontakt z zainfekowanymi odchodami, a nawet miska mogą być źródłem zakażenia. Moje koty nie wychodzą i można pomyśleć, że nie powinno dojść do zakażenia. Nic bardziej mylnego. Pierwotniaka można przynieść do domu na podeszwach butów. Pasożyt jest bardzo odporny i bardzo długo może przebywać po za ustrojem kota. Prawdopodobnie ktoś z domowników wdepnął w odchody kota lub psa i potem wszedł do mieszkania. Jeśli kot wdepnął w ślad po bucie a potem wylizał łapkę mogło dojść do zarażenia.

Leczenie – cierpliwość i konsekwencja

Najskuteczniejszym lekiem okazał się u nas metronidazol w tabletce. Niestety jest to bardzo gorzki lek. Przekonałam się o tym podając go mojemu kocurkowi. Nie udało mi się idealnie podać tabletki i kot ją wypluł jednocześnie strasznie się spienił. Zaczął się koszmar z podaniem tabletki, kot stał się agresywny i mocno mnie pokaleczył. Z podaniem leku u kocicy nie było problemu.

 Bardzo ważne było równoczesne leczenie wszystkich kotów w domu dlatego postanowiłam tabletkę rozgnieść w moździerzu a następnie wsypać ją do żelowej kapsułki po probiotyku. To był strzał w dziesiątkę. Oba koty dostały lek przez 7 dni.

Do tego musiałam codziennie czyścić kuwety i wyparzać je wrzątkiem z dodatkiem domestosa (uwaga bo jest bardzo trujący dla kotów). Wsypywałam troszkę żwirku i codzienni całość wyrzucałam. Kocyki i legowiska wyprałam w wysokiej temperaturze. To była naprawdę żmudna walka, ale warto było. Po tygodniu leczenia zrobiłam przerwę i wykonałam ponownie badanie kału. Wyniki były negatywne. Udało się!!

Co warto zapamiętać?

  • Uporczywa biegunka, wymioty bez przyczyny, przelewanie w brzuchu kota, powinny zwrócić naszą uwagę, że coś jest nie tak.

  • Nie każde laboratorium wykryje giardię – warto zrobić testy antygenowe.

  • Leczenie musi być kompleksowe – leki, higiena i izolacja to podstawa.

  • Nawet po ustąpieniu objawów, należy powtórzyć badanie kału po kilku tygodniach.

Moje przemyślenia

Z własnego doświadczenia wiem, że często szukamy przyczyny nie tam gdzie ona jest. Spotkałam na swojej drodze kilku klientów, którzy za moją radą zbadali kał i okazało się, że powodem biegunki nie była karma a pasożyt. Ja też na początku miałam wątpliwości. Wyparcie (nie możliwe, przecież koty nie wychodzą), dezinformacja (wiele osób mówi o zatruciach karmą).

Zakażenie Giardia lamblia może wyglądać niepozornie (czasem objawy nie są oczywiste), ale jego leczenie wymaga naprawdę dużej uwagi. Dzięki tej sytuacji nauczyłam się, jak ważne są profilaktyka, szybka diagnoza i współpraca z zaufanym weterynarzem. Jeśli podejrzewasz, że Twój kot może być nosicielem giardii – nie zwlekaj. Im szybciej podejmiesz leczenie, tym mniejsze ryzyko nawrotu i zarażenia innych zwierząt.

Jeśli masz pytania lub przechodziłaś/łeś podobną sytuację – napisz do mnie! Wiem, jak bardzo potrzebne jest wsparcie i sprawdzone porady w takich chwilach.

piątek, 25 sierpnia 2023

Dieta eliminacyjna dla kota.



Cześć, kociarze! Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moim doświadczeniem związanej z alergią pokarmową u mojego ukochanego kota oraz przetestowanymi przeze mnie, sprawdzonymi karmami monobiałkowymi, które mi pomogły znaleźć alergeny.

To był początek mojej przygody z karmami i sklepem. Mój kotek, imieniem Whiskers, zaczął wykazywać niepokojące objawy. Często się drapał, jego uszy były zaczerwienione, a sierść straciła swój blask. Nie wiedziałam, co mogło mu dokuczać dlatego postanowiłam natychmiast udać się do weterynarza.

Po dokładnych badaniach okazało się, że Whiskers prawdopodobnie cierpi na alergię pokarmową. Weterynarz zalecił mi wtedy karmę weterynaryjną po, której kot przytył a objawy alergii nie ustąpiły. Zaczęłam uczyć się o żywieniu kotów i alergiach.

Dieta eliminacyjna
Teraz mam zdecydowanie większą wiedzę w tym temacie. Mój kot jest już dawno za tęczowym mostem a ja nadal interesuję się kocią dietą. Jeżdżę na targi zoologiczne i wyszukuję najlepsze karmy dla kotów. Potrafię też doradzić w wyborze karm dla kotów z alergiami i IBD (tą chorobę także przerobiłam na własnej skórze, tu znajdziecie link do początków mojej walki z IBD)

Moim klientom zazwyczaj polecam przeprowadzenie diety eliminacyjnej, aby znaleźć potencjalne alergeny w diecie. Dieta eliminacyjna polega na podawaniu kotu przez okres czasu (zazwyczaj 8-12 tygodni) tylko jednego źródła białka, które wcześniej nie było stosowane w jego diecie. Wybranie takiej diety pomaga wyeliminować możliwe alergeny i ustalić, które składniki wywołują u kota reakcję alergiczną. Nie zawsze alergizuje białko zwierzęce, często są to zboża i zagęstniki dodawane do karm.

Z moją obecną znajomością tematu zaleciłabym sobie kilka świetnych karm monobiałkowych, które mogłabym podać Whiskersowi podczas diety eliminacyjnej. Te karmy zawierają tylko jedno źródło białka, co ułatwia wykrycie alergenów. Oto kilka przykładów, które przetestowali moi klienci i sprawdziły się doskonale:

1.     Karma Gussto: Jagnięcina, dzik są źródłem białka, które rzadko powoduje reakcje alergiczne u kotów. Dzik jest także bardzo smakowity. Dodatkowe atuty karmy to dodatek oleju z ostropestu a nie oleju z łososia (on czasem też alergizuje) i brak zagęstników.

2.     Karma z kangurem, koniną lub koziną firmy Mjamjam: Te mięsa nie powodują alergii bo nie pochodzą od zwierząt hodowanych metodą przemysłową. Karmy Mjamjam jako zagęstnik mają mączkę chleba świętojańskiego, która jest naturalnym zagęstnikiem z bardzo małym stopniem alergizacji.

3.     Karma z królika: To nietypowe białko w kociej diecie, ale okazało się być bezpiecznym wyborem. Tu można wymienić kilka świetnych firm: John Dog, Pokusa, Fallicita, Power of nature, Wiejska zagroda. Wszystkie karmy są bez zboża i z mięsa jakości jak dla ludzi.

Rynek karm jest obecnie bardzo bogaty, możecie wybierać między karmami w formie musu, mielonki, pasztetu. Jeśli nie wiecie co wybrać zapraszam do kontaktu, pomogę Wam.

Podczas diety eliminacyjnej bardzo ważne jest, aby nie podawać kotu żadnych przypadkowych przekąsek, smakołyków ani innych posiłków, które mogłyby zakłócić wyniki. Musicie być bardzo konsekwentni w stosowaniu tylko wybranych karm z jednym białkiem. Dla kotów podczas diety eliminacyjnej mogę polecić przysmaki liofilizowane z firmy Mjamjam. To 100% czyste mięso np. konina.

Pamiętajcie, że każdy kot jest inny, więc warto skonsultować się z weterynarzem przed rozpoczęciem diety eliminacyjnej bo objawy mogą mieć też inne podłoże. Nasza przygoda z Whiskersem pokazała mi, jak ważne jest zrozumienie potrzeb naszych futrzanych przyjaciół i jak dieta może wpływać na ich zdrowie i dobre samopoczucie. Niestety nie zawsze weterynarz zna się na diecie.

Mam nadzieję, że moje doświadczenia i wiedza pomogą Wam zrozumieć, jak radzić sobie z alergią pokarmową u Waszych kotów. Pamiętajcie, że zdrowa dieta jest kluczem do szczęśliwego kota! Dzielcie się swoimi historiami i wrażeniami w komentarzach, zawsze chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach. Do zobaczenia przy kolejnym wpisie na blogu o kotach! Miau!

 

wtorek, 21 grudnia 2021

Zwierzę to nie prezent pod choinkę!

 

Zwierzę to nie prezent pod choinkę

 

Święta to radosny okres. Dla ludzi. Dla zwierząt – psów, kotów, gryzoni – to często czas okrutny. Nadal wiele osób, pomimo licznych kampanii społecznych i przestrzegania, kupuje zwierzęta na prezent. Dla swoich dzieci, partnera, rodziców. A przecież zwierzę to nie prezent pod choinkę, na urodziny czy Wielkanoc. To towarzysz naszego życia, przyjaciel. I powinniśmy o tym pamiętać.

Zwierzę to nie prezent pod choinkę (chyba że pluszowy)

Jeśli bardzo chcemy sprawić naszym dzieciom radość, nie decydujmy się na kupno prawdziwego zwierzaka. Idealną opcją będzie zainwestowanie w pluszaka. Tutaj mamy do wyboru wiele opcji, nie tylko wśród zwierząt domowych. Możemy kupić lwy, małpki czy króliki. A dodatkowo – gdy zwierzak zabawka się znudzi – dziecko może ją bez żadnych konsekwencji wrzucić na dolną półkę w szafie i o niej zapomnieć.

Niestety wiele osób wybiera „żywy” prezent. Najczęściej pod choinkę trafiają:

·        koty,                                                                            

Kot to nie prezent

·        psy,

·        male gryzonie, takie jak króliki, chomiki czy szczury,

·        zwierzęta egzotyczne, np. węże.

Pamiętajmy, zwierzak to nie zabawka. Każde zwierzę, niezależnie od wielkości, powinno być przygarnięte bezpośrednio przez właściciela, a nie podarowane w formie zapakowanego prezentu na święta!

Kot lub pies na prezent: pamiętaj o konsekwencjach!

Wielu z tych, którzy decydują się na kupno zwierzaka dziecku lub partnerowi bierze pod uwagę radość osoby obdarowanej. Jasne, to jest ważne. Ale zwierzę też ma uczucia – też się cieszy i smuci, tak jak i my. W takich przypadkach mam wrażenie, że wielu o tym zapomina. Częstym tłumaczeniem nabycia psa lub kota w trakcie świąt jest przekonanie, że dziecko, które wychowuje się ze zwierzęciem uczy się odpowiedzialności i opieki. A przecież za wpajanie takich wartości odpowiedzialni są rodzice, nie kot lub pies….

Pamiętajmy, że posiadanie zwierzaka to nie tylko same korzyści. Nie tylko zabawa i przytulanie, kiedy mamy na to ochotę. To ogromna odpowiedzialność za drugą istotę. Za istotę, która często sama nie jest w stanie się sobą zaopiekować. Potrzebuje uwagi, czułości, karmienia dobranego do stanu zdrowia i preferencji, kąpieli, czyszczenia kuwety, pielęgnacji, regularnych spacerów, wizyt u weterynarza, szkolenia. Z posiadaniem zwierzaka wiążą się również dodatkowe pokłady finansowe. I nie każdą osobę obdarowaną będzie stać – finansowo, emocjonalnie i czasowo – na jak najlepszą opiekę nad zwierzakiem.

Zwierzak cierpi, gdy zostanie porzucony

To co dzieje się z niechcianymi, niekochanymi zwierzętami po świętach przyprawia o dreszcze. Ilość zgłoszeń w schroniskach czy znalezisk w śmietnikach może przerazić każdego. Zwierzęta te w najlepszym przypadku trafiają do schronisk lub fundacji, gdzie stamtąd ktoś inny może je adoptować. Ale wiele z nich czeka dużo gorszy los.

Z początku pojawia się euforia, kociak jest uroczy, szczeniaka można przytulać. Dziecko się cieszy. Ale po pewnym czasie pojawia się znudzenie, bo zwierzak jest za duży, bo zrzuca przedmioty, bo śmierdzi, bo trzeba go wyprowadzać. I ląduje na śmietniku, wyrzucony gdzieś na polu lub przywiązany do drzewa. A nawet jeśli uda mu się przeżyć, to resztę swojego życia spędzi w traumie.

Porzucone zwierzęta nie jedzą, czasem siedzą bez ruchu przez wiele tygodni nieustannie wyglądając swoich właścicieli. Porzucenie jeszcze gorzej znoszą koty, które przez brak apetytu częściej chorują. Nie mają ochoty walczyć o swoje zdrowie i najprostsze choroby są w stanie doprowadzić do ich śmierci. Wiele zwierząt, które wylądowały w schroniskach, chowa się po kątach w taki sposób, że osoby skore do adopcji nie mają nawet szans, aby zobaczyć, że one istnieją.

Gdy chcesz zwierzaka, dobrze się zastanów

Decyzja o posiadaniu zwierzęcia powinna być dobrze przemyślana. Bardzo dobrze przemyślana. Kot lub pies powinien zostać dobrany do charakteru właściciela i jego sposobu spędzania wolnego czasu. Nie powinniśmy kierować się wyglądem czy urokiem szczeniaka lub kociaka, ani też chęcią zrobienia komuś innemu przyjemności. Ktoś kiedy porównał ofiarowanie zwierzęcia na prezent do podarowania drugiemu człowiekowi innego człowieka. To wydaje nam się niemoralne, ale w przypadku zwierząt pogląd wielu nagle się zmienia.

Zwierzęta przywiązują się do swoich ludzi bardzo mocno, traktują ich jak członków swojego stada. Adoptując kota musimy wiedzieć, że to nie chwila, ale nawet 20 lat naszego życia u boku puchatej kulki, u psa nawet 15 lat nieustannego towarzystwa. Czy osoba obdarowana jest na to gotowa? Czy podoła obowiązkom? Czy zapewni zwierzęciu odpowiednie warunki? Jeśli chcemy przed kimś zabłysnąć, zyskać jego uwagę, podarujmy inny prezent – taki, który potem będzie można sprzedać na dowolnym portalu aukcyjnym bez konsekwencji, gdy się nie spodoba.

A zwierzęta – koty, psy, króliki – to nasi mali przyjaciele. Nie prezenty. Przyjaciół nie podaruje się ot tak. Przyjaciół wybiera się bardzo uważnie i bardzo mocno się nimi opiekuje. Sprawmy, aby święta były radosnym okresem nie tylko dla nas, ale również i dla zwierząt. Nie prezentujmy ich innym. 

*Photo by Avel Chuklanov on Unsplash

czwartek, 7 października 2021

Zakłaczenie u kota.

Jak radzić sobie z zakłaczeniem u kota?

Pilobezoary. Choć samo słowo brzmi egzotycznie, to jego znaczenie takie nie jest. Kule włosowe, "kłaczki", bo to o nich mowa, powstają w układzie pokarmowym naszych kotów. Szczególnie wtedy gdy kot nie potrafi sam poradzić sobie z ich wydaleniem. Zdarza się to częściej w okresie linienia lub po chorobie.

Na szczęście możemy im pomóc, tym samym unikając przykrych konsekwencji zdrowotnych i częstych wizyt u weterynarza.

Jak powstają pilobezoary i dlaczego koty się zakłaczają? 

Zakłaczenie u kota


Koty, podczas codziennego wylizywania zbierają szorstkim językiem zanieczyszczenia oraz martwą sierść. Ta w większości zostaje połknięta. Niemal przed każdą drzemką moich podopiecznych obserwuję, jak skrupulatnie wylizują swoje futerka. To samo dzieje się po jedzeniu. Niestety, koci żołądek nie jest w stanie strawić połkniętych włosów. Nagromadzona sierść najczęściej zostaje wydalona ze stolcem lub zwymiotowana w postaci podłużnego, sfilcowanego kawałka. Choć koty zwykle potrafią oczyścić się same, to nie jest to regułą. Niektóre osobniki, szczególnie te z puchatą sierścią (jak mój Fopek vel Tutek) i długowłose, mają problem z pozbyciem się sierści z organizmu. Odkładające się w przewodzie pokarmowym połknięte zanieczyszczenia, zaczynają zbijać się w kule włosowe. Kiedy pilobezoary stają się zbyt duże, kot nie jest w stanie ich samodzielnie wydalić. Zaparcia, ból przy próbie defekacji mogą być objawem zakłaczenia. Długotrwałe zaparcia mogą prowadzić do stanów zapalnych i martwicy jelit, a w konsekwencji nawet śmierci zwierzęcia. Dlatego tak ważna jest profilaktyka i obserwacja naszych kotów - szczególnie ras długowłosych. Każde niepokojące objawy lub zmiana zachowania, powinny być jak najszybciej skonsultowane z lekarzem weterynarii.

Profilaktyka, czyli jak nie dopuścić do zakłaczenia?

Zwierzęta potrzebują ruchu - to oczywiste. Koty to łowcy, a ich naturalnym zachowaniem jest polowanie. Dobrze jest więc zaaranżować zabawę w taki sposób, by kot mógł, biegać, skakać i "złowić ofiarę". Do aktywizacji zwierzęcia, świetnie nadadzą się wędki czy nawet zwykłe sznurki (ale pamiętajcie aby nie zostawiać kota samego ze sznurkiem bo to nie jest bezpieczne. Możecie o tym przeczytać w tym artykule: http://blog.kocimietka.pl/2021/02/moj-kot-zjad-sznurek-co-robic.html ) Machanie i suwanie zabawką po podłodze, powinno skutecznie zachęcić kota do ruchu. Pobudzenie naturalnych instynktów objawi się aktywnym polowaniem. Warto też dać kotu złapać przedmiot, dzięki temu unikniemy jego frustracji.

Dobre nawodnienie to również ważny element profilaktyki. Koty niezbyt chętnie korzystają z miseczek bo to nie leży w ich naturze. Chętniej piją ze specjalnej fontanny, okręconego kranu lub naturalnie pobierają ją z mokrego pokarmu. Jeśli kot je suchą karmę to okresie linienia warto ją ograniczyć, gdyż może powodować odwodnienie i problemy z naturalnym usunięciem zalegających kul włosowych.

Aby kot mógł samodzielnie regulować pracę żołądka można wysiać trawę. Najczęściej jest to owies. Po zjedzeniu kilku źdźbeł, błona śluzowa żołądka zostaje podrażniona i występują wymioty. Często niestrawiona trawa przechodzi przez układ pokarmowy i pomaga usunąć kłaczki przy wypróżnianiu. Dzięki temu, zwierzę może samodzielnie oczyścić się z zalegającej sierści.

Dobrym sposobem jest też podanie kotu dodatkowej niewielkiej ilości tłuszczu. W tym wypadku smalec gęsi lub z olej z łososia będzie dobrym wyborem.

Mokre karmy pomagające w odkłaczaniu.

Podstawą zdrowego żywienia kota, są karmy mokre. To właśnie one powinny być wybierane w pierwszej kolejności w żywieniu naszego pupila. Jeśli chcemy pomóc naszemu kotu z kłaczkami można wprowadzić mu karmę z większą ilością włókna. W składzie karmy podana jest analiza składników, tam znajdziecie pozycję włókno surowe im więcej % tym karma bardziej pobudza perystaltykę jelit.

Mokre karmy polecane na odkłaczanie, zawierają między innymi marchew czy dynię, która sprzyja motoryce jelit i budowaniu odporności. Dynia działa również przeciwzapalnie i przeciwpasożytniczo. Jest także źródłem beta-karotenu. Polecam karmy firmy Mjamjam

W okresie linienia, a szczególnie u kotów długowłosych, warto wprowadzić karmy mokre uzupełniające (np. Moonlight Dinner) lub przysmaki funkcyjne (np. Kit Cat PurrPuree ) z systemem odkłaczającym. Większość karm bytowych z dodatkami usprawniającymi pracę jelit, może być stosowana całorocznie. Dzięki temu ryzyko poważnych konsekwencji zakłaczenia, znacznie maleje.

Pasty odkłaczające 

Należy pamiętać, że najważniejsza jest profilaktyka. Nawodnienie, ruch i dobra dieta to podstawa. Jeśli jednak z jakiegoś powodu, kot nie radzi sobie z wydaleniem sierści (czasem taka uroda osobnika), możemy zastosować pastę odkłaczającą.

Produkt dzięki dużej ilości włókna tworzy poślizg w przewodzie pokarmowym, dzięki czemu pilobezoary mogą zostać łatwiej wydalone. Zazwyczaj sugerowana dawka, to pasek o długości ok. 5 cm, czyli 2,5 grama.

Kolejna rzecz w profilaktyce to wyczesywanie kota. Jeśli mamy kota z dużą ilością podszerstka regularne czesanie pomoże pozbyć się martwych włosów. Ciekawostką jest fakt, że koty łyse albo z krótką sierścią też potrafią się zakłaczyć. Jeśli koty żyją ze sobą to często wzajemnie się wylizują i tym sposobem nasz Sfinks wylizujący długowłosego Syberyjczyka ulegnie zakłaczeniu.

Zakłaczenie - niepokojące objawy

Poniższe objawy mogą wskazywać na zakłaczenie. Należy pamiętać, że każda zmiana zachowania i samopoczucia kota "na gorsze" powinna być skonsultowana z lekarzem weterynarii. 

Jeśli Twój kot:     


•   kot wchodzi do kuwety i wychodzi bez wypróżnienia, napina się przy wydalaniu albo ma wodnistą biegunkę (może ona świadczyć o zablokowaniu jelit)

•   jest apatyczny, nie chce się bawić, przestaje wylizywać sierść, sierść staje się sfilcowana, kot siada w pozycji bólowej, nie daje się dotykać w okolicach brzucha, ma twardy, bolesny brzuch.

•   ma odruch wymiotny, "kaszle" ale nic nie zwraca lub wymiotuje samą wodą kilka godzin po jedzeniu

•   nie chce jeść, podchodzi do miski i "zakopuje" karmę łapką

•   szuka i podgryza przedmioty niejadalne np. worki foliowe, sznurki, żwirek.

 Koniecznie udaj się do weterynarza. Być może Twojemu pupilowi nie udało się wydalić pilobezoarów.

Nie zawsze jednak przyczyną złego samopoczucia kota, są zalegające kule włosowe. Lepiej dmuchać na zimne i zdiagnozować niepokojące objawy.